Kot w butach: Ostatnie życzenie

 



Kochałem za dziecka Shreka i wszystkie postacie, które się przewinęły przez te universum, ale Kota w butach najmniej. Zresztą film poświęcony temu bohaterowi jakoś mnie nie porwał. Warto podkreślić, że było to w 2011 roku. Nie miałem żadnych oczekiwań a tymczasem zostałem pozytywnie zaskoczony. Do połowy film wyglądał i zapowiadał się przeciętnie jako trochę nijaki projekt ale potem scenarzyści skupili się na nieco dojrzalszych tematach i przeszli w role moralizatorów dla młodszego widza a tym samym dorośli mogli nieco się pobudzić. Na szczęście w przypadku "Kota w butach...." nie ma mowy o żadnej propagandzie LGBT czy innej jak to ma w zwyczaju ostatnio Walt Disney. 






Tutaj bardzo podoba mi się drugi plan. Takim cichym bohaterem filmu jest pies, którego nasz główny bohater spotyka w domu przepełnionym kotami. Jeżeli widzieliście zwiastun to wiecie, że akcja kręci wokół wątków dziewięciu żyć jakie mają koty. Nasz rudy ulubieniec stracił osiem i żyję w lęku o te ostatnie. Mamy tutaj dwa czarne charaktery ale tak naprawdę tylko jeden z nich jest groźny, choć jakoś nie przekonuje mnie ich mrok i motywację. Może nie jest to bajka na poziomie "Shreka" ale dostrzegam tu pomysł, serce i jakieś perspektywy na sequel. Tak po ludzku bardzo dobrze mi się to oglądało. Myślę, że śmiało mogę każdemu polecić seans.






Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty