Po złej stronie torów

 


Netflix wypuszcza sporo nowych seriali i trudno za nimi nadążyć. Obejrzałem taki, o którym wcześniej totalnie nic nie słyszałem. Historia skupia się na weteranie wojennym, który jest skłócony z całą rodziną i ewidentnie widać po nim, że jest zmęczony życiem i społeczeństwem. Jest rasistą i trudno z nim na jakikolwiek temat spokojnie porozmawiać. Wszystko się zmienia, gdy jego wnuczka zostaje porwana i zgwałcona przez lokalnego bandziora. Brzmi dość banalnie i oklepanie, prawda? 



Na pewno fabuła nie jest najmocniejszym punktem serialu, choć w końcówce pojawia się jeden interesujący wątek, którym zapewne zajmiemy się w drugim sezonie. Siłą serialu są postacie i dialogi. One nadają smaku i powodują, że chcę się to oglądać dalej. Dwie wybijają na piedestał czyli skorumpowany policjant, którego nigdy nie opuszcza poczucie humoru i pewność siebie, zaś druga to nasz weteran wojenny, który jest niezwykle wiarygodny w roli gbura, sukinsyna i drania. Jeżeli chodzi o resztę postaci to nikt nie jest aż tak charyzmatyczny jak ta dwójka. 




Nie jest to serial, który zmieni wasze życie czy nauczy was czegoś ale myślę, że nie zmęczycie się nim. Jak wspomniałem powyżej jest w nim dość sporo fabularnego bałaganu ale przynajmniej ja nie miałem zbyt dużych oczekiwań zaczynając go także nie jestem rozczarowany tym co obejrzałem.


Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty