Kto zabił Sarę (Sezon 3)
Netflix mimo, że popularnością nie grzeszy to zaczynam odnosić wrażenie, że oni raczej idą w ilość niż w jakość, bo coraz niższych lotów są seriale i filmy jakie się tam pojawiają. Netflix zaczyna przypominać początkowe filmy Patryki Vegi, których odbiorcą był przeciętny Kowalski, który nie ma zbyt dużych oczekiwać, nie ma problemu z tym, że reżyser traktuje go jak idiotę a wręcz prostaka. Nie powiem by "Kto zabił Sarę" było totalnym gniotem ale to co się tam odbywa w trzecim finałowym (na szczęście!) sezonie jest niewyobrażalnie głupie i puste. Dla tych, którzy nie mają pojęcia o czym piszę, to objaśnię o czym jest ten serial.
Opowiada losy mężczyzny, które spędził bodaj 18 lat w więzieniu za zbrodnie, której nie popełnił i razem z nim zastanawiamy się kto zabił w rzeczywistości tytułową Sarę. Akcja dzieję się w młodości głównego bohatera i czasie rzeczywistym. Nie ukrywam, że nie jestem fanem tego zabiegu. Takie skakania jest męczące i zaczynam się za jego sprawą gubić, gdyby jeszcze fabuła była jakoś szczególnie absorbująca i działająca na wyobraźnie to byłbym w stanie to wybaczyć.
Główny bohater na pewno jest mocnym punktem projektu, choć mam wrażenie, że w trzecim sezonie robi się z niego kogoś niemal nieomylnego i jest świętszy od papieża. W serialu znajdziemy jednego bardzo znanego aktora. Jean Reno, bo o nim mowa nie pokazuję tu absolutnie niczego wyjątkowego, dostosowuję się poziomem do jakości serialu. Rozwiązanie intrygi jest rozczarowujące i nie ma efektu "WOW". Choć serial tak mnie zmęczył, że trochę obojętne mi było jak to się skończy. Uważam zresztą, że jednym z największych problemów obecnych seriali jest ich długość. Filmowcy mają za dużo czasu, by wdrażać na ekran swoje pomysły a często są one niedoskonałe i przez to widz się nudzi. Sporo jest przestojów, wiele postaci, wątków. Tylko, żeby to wszystko ogarnąć potrzeba kogoś kto ma zdolności kreacyjne, bo widzowie Netflixa raczej nie oczekują po oglądanym dziele jakiejś głębi czy czegoś wymagającego myślenia.
Myślę, że szlaki w tym temacie rozpuścił Vega wmawiając wszystkim, że polski widz to idiota, który kupi wszystko. Swoją drogą wiele ludzi się na takim myśleniu przejechało. Choćby Blanka Lipińska ze swoim "dziełem" "365 dni: Ten dzień". Sądziła, że kontrowersja zawsze się sprzeda i trzeba wycisnąć z tej franczyzy najwięcej ile się da. W pewnym sensie jej się to udało. "Kto zabił Sarę" to taka typowa Netflizowa papka, po której nie zapłaczecie.
Ocena: 4/10






Komentarze
Prześlij komentarz