Fucking Bornholm



 Lubię takie seanse jak ten, który nastąpił wczoraj. Spontaniczna i niezaplanowana wyprawa do kina na pokaz przedpremierowy filmu, o którym w życiu nie słyszałem. Moja radość jest tym większa, że to był owocnie spędzony czas. Ostatnio tak dobrze się bawiłem oglądając najnowsze "365 dni". Choć to trochę perwersyjny i masochistyczny rodzaj satysfakcji. Polski film, o którym dziś powiem jest autorstwa Anny Kazejak, która do tej pory zasłynęła takimi produkcjami jak "Obietnica" czy "Skrzydlate świnie". 



O czym jest "Fucking Bornholm"? W mojej interpretacji jest o samotności, braku szacunku w związku, poszukiwaniu własnego siebie. Te elementy idealnie pasują do głównej bohaterki (Agnieszka Grochowska), która wspólnie z mężem, dziećmi i przyjacielem ze studiów jadą na wypad majówkowy na Bornholm. Jeżeli spodziewacie się pięknych widoków duńskich to rozczaruję was. Filmowy Bornholm jest w Polsce. Kręcili w Mielnie, Koszalinie i Ustroniu Morskim. Nie jest to jednak z mojej strony jakiś zarzut, bo fabularnie film się broni. Mamy ciekawe postacie, konflikt w tle. Z początku nie zdajemy sobie sprawy jak poważny on jest i jakie negatywne konsekwencję mogą przyjść, gdy ludzie powiedzą na głos co naprawdę myślą i czują. 



Całe te trzęsienie ziemi rozpoczyna się od z pozoru niewinnego dziecinnego wygłupu. Jeżeli chcecie w kinie zobaczyć udaną majówkę to lepiej nie idźcie na "Fucking Bornholm". Przyznam, że oglądało mi się to bardzo dobrze, bo nie miałem pojęcia, w którą stronę fabuła podąży. Maciej Stuhr ma coś w sobie, że zawsze wypada dobrze na ekranie ( oprócz filmów Vegi). Tutaj może trochę komediantem jest ale w mojej opinii od połowy filmu staję się czarnym charakterem. Natomiast postać grana przez Grzegorza Damięckiego objawia się jako ten odpowiedzialny, dojrzały rodzic. Tylko czy to nie jest jedna z masek tego bohatera? 



Kilka scen jest warta ponownego obejrzenia. Moją ulubioną jest rozmowa Stuhra ze swoimi dziećmi, gdzie mężczyzna zostaję postawiony pod ścianą przez swoje pociechy. Być może nie jest to film, o którym będę pamiętał za pół roku ani nie umieszczę go w gronie najlepszych jakie widziałem w tym roku ale to nie był stracony czas i polecam wam wizytę w kinie. Pojawi on się na ekranach kin od 6 maja.


Ocena: 8/10

Komentarze

Popularne posty