Morbius

 




Przeczytałem i pooglądałem kilka recenzji dotyczących tej pozycji i złapałem się za głowę. Już dawno żaden film nie został tak zhejtowany. Czy to zasłużona krytyka? Moim zdaniem nie do końca. Ten film jakościowo jest tak między pierwszym a drugi "Venomem". Czyli typowy przeciętniak. Widziałem w tym roku znacznie słabsze propozycję także nie jestem rozczarowany. Zwłaszcza, że nie jest wielbicielem komiksowych wysokobudżetowych marvelowskich głupotek. Nie miałem oczekiwań. Chociaż się nie nudziłem na seansie a to już spory sukces. 



Jared Leto gra tu schorowanego naukowca, który poszukuję leku na swoją nieuleczalną chorobę. Odkrywa go ale konsekwencje okażą się opłakane. Sam koncept wydawał się interesujący i początkowo nawet szło to w niezłym kierunku. Niestety im dłużej trwał film tym wyraźniej widać było brak pomysłu i kreatywności. A końcówka to jest prawdziwy popis głupoty. Scena walki  w trakcie, której nic nie widać. Nie wiem kto to kręcił i montował ale powinno się tych ludzi zamknąć na długie lata za kratki.  Myślę, że jednak film znajdzie swoich fanów bo jest lekki, niewymagający myślenia i skupienia. Takie typowe popcornowe kino, które niczego nie odkrywa ani nie gorszy. Wie czym chcę być i czym jest. Nie cierpiałem aż tak jak na "Bunkrze strachu", a Jared Leto był po prostu sobą czyli ekscentrykiem, który samym swoim wyglądem i zachowaniem budzi niepokój. Widać w nim podejście do roli w stylu Stanisławskiego czyli on nie udaje tylko chcę być psychologicznie postacią którą gra. Podobno spędził kilka miesięcy z ludźmi poruszającymi się o kulach. Doceniam takie podejście ale on jest w tym zbyt radykalny a filmowi za bardzo to też nie pomogło. 



Mam też problem z drugim planem, bo poznajemy naszego Morbiusa w pierwszej scenie, gdzie przedstawiany jest nam jego przyjaciel, który ma tę samą chorobę co główny bohater. Wydawać by się mogło, że powinniśmy mu kibicować ale jakoś nie wzbudził mojej sympatii i mam go dość w każdej scenie. Pojawiła się też kobieta ale jej wątek został potraktowany po macoszemu. Mimo, że nie jestem wrogiem tego filmu to trochę niepokojące jest to, że najlepszą sceną z całej produkcji jest ta po napisach. Jeżeli nie wierzycie to sami się przekonajcie. Nikomu seansu nie odradzam.


Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty