365 dni: Ten dzień

 



Pamiętam jak do kin wchodziła pierwsza część "365 dni". Blanka Lipińska była rozczarowana, że nie dostała Złotej Maliny za najgorszy film roku. Z jednej strony doceniam dystans do siebie i świadomość, że współuczestniczyła w czymś słabym ale z drugiej strony chyba lepiej, gdy ludzie mówią o Twoim filmie, że jest dobry a nie tak tandetny.





 Niestety sequel z pomocą Netflixa okazał się jeszcze gorszy niż ta pierwsza część. Massimo nadal ma obsesję kontroli i jedyne co go kręci to perwersyjny seks. Z filmu wynika, że tylko do tego potrzebna jest mu Laura, bo jedynym jej zajęciem jest status: żona Massimo. Tak naprawdę nie ma w tym filmie nic pozytywnego. Przez jakiś czas tego nowego adoratora Nacho uważałem za w miarę sensowną postać, no ale końcówka pokazała, że to podobny typ jak Massimo tylko kieruję się trochę mniej perwersyjnymi zasadami. Już dawno nie widziałem tak fatalnie nakręconych scen erotycznych. To samo zresztą tyczy się większości scen. Już nawet amator lepiej by to zrobił. Najgorsza oprócz gry aktorskiej wszystkich jest ścieżka dźwiękowa. Ona jakby specjalnie została wybrana by wkurzać widza, bo jest tandetna jak każda scena w tym filmie. 




W pierwszej części postać Lamparskiej była nawet znośna, ale w tym filmie jest irytująca aż do bólu. Naprawdę się cieszę, że obejrzałem to na Netflixie a nie w kinie, bo w domu mogłem chociaż przewijać przedłużające się i nic nie wnoszące sceny erotyczne. Chciałbym jednak pochwalić na koniec Blankę Lipińską. Uważam, że zasłużyła na Złotą Malinę, ten film jest tysiąc razy gorszy od pierwszej części. Jak widać autorce serii "365 dni" nie można odmówić ambicji. Jeżeli lubicie złe filmy to jest to dla Was pozycja obowiązkowa. Polecam Wam szczególnie epizod z udziałem Nataszy Urbańskiej. To powinni pokazywać w szkołach filmowych jak nie należy grać.


Ocena: 1/10






Komentarze

Popularne posty