Zaginione miasto

 


Sandra Bullock w latach 90 tych była królową amerykańskich głupich komedyjek. Dziś pojawił się w kinach film, który w swojej konwencji idealnie wpisuję się jakościowo w tamte produkcję. Zagubiona główna bohaterka a drugi plan totalnie oderwany od rzeczywistości. Głupie i puste dialogi. W postaciach może jakiś potencjał drzemał ale w popcornowych filmach nie o głębie chodzi. Mamy się śmiać ze słabych żartów i nie powinniśmy ziewać z nudów. Ja ziewałem kilka razy. 



Na ekranie Bullock towarzyszył Chaning Tatum, który nie jest najlepszy aktorem (najłagodniej mówiąc). Na ekranie robi z siebie idiotę i niektórym może to przypaść do gustu. Mnie jakoś nie bawił. Poruszenie u mnie nastąpiło, gdy na ekranie pojawił się Brad Pitt. To był taki moment, że film wszedł na inny poziom. Niestety chyba Pitt czuł, że ten film to jeden wielki ściek i jedynie epizodycznie się tu pojawił. Jeżeli chcecie tylko ze względu na aktora pójść na to, to radzę nie iść do kina, bo zbyt długo jego widokiem się nie nacieszycie. Daniel Radcliff jako czarny charakter wypada karykaturalnie, po za tym jest niewykorzystany. Słyszałem na sali nieliczne śmiechy. Dziwiły mnie one ale jak wiadomo o gustach się nie dyskutuję. 



Historia skupia się na wypalonej i będącej w żałobie pisarce romansideł, która zostaję porwana przez bogacza, który pragnie skarbu, w którego znalezieniu ma mu pomóc kobieta. Z pomocą rusza Chaning Tatum i Brad Pitt. To najciekawsze co wydarzyło się na ekranie w trakcie seansu. Typowy popcorniak. Szkoda czasu.


Ocena: 4/10

Komentarze

Popularne posty