Córka
Maggie Gyllenhaal jest aktorką, którą zapewne kojarzycie ale do tej pory nikt nie znał jej ze strony reżyserskiej. Paradoksalnie mało, który topowy aktor stawał się dobrym reżyserem. Kilka wyjątków było np. Clint Eastwood czy George Clooney. Pewnie więcej nazwisk by się jeszcze znalazło ale jakoś nie pamiętam na te chwilę. "Córka" to kino stricte artystyczne. Nie ma tu jasnej i przejrzystej fabuły. Dostajemy scenki, które są częściami większej układanki i my sami musimy złożyć to do kupy. Trzeba przyznać, ze film jest zrobiony drobiazgowo, profesjonalnie i dojrzale.
W roli głównej czaruję Olivia Colman. Bardzo dobrze, że Gyllenhaal nie obsadziła samej siebie w debiutanckim filmie, bo to częsty grzech. Ostatnio pisałem o "Batmanie" i Pattinsonie, który ze względu na sagę "Zmierzch" została zaszufladkowany jako tandetny i drewniany aktor. W podobnej sytuacji znalazła się Dakota Johnson przy okazji "50-ciu twarzy Grey'a". Potem jednak okazało się, że jest całkiem niezłą aktorkom, co choćby dowiodła w "Suspirii" czy tej najnowszej "Córce". Szczerze mówiąc początkowo to jej nie rozpoznałem. Generalnie to aktorsko tu każdy wypada świetnie.
O czym jest "Córka"? Mówiąc w skrócie o kobiecie po przejściach, która czuję się niespełnioną matką i której demony przeszłości nie chcą opuścić. Tak na dobrą sprawę trudno kobietę uznać za pozytywną postać, bo ilość grzechów jakie ma na swoim koncie może porażać. Nie ukrywam też, że idąc do kina spodziewałem się pustej sali a tymczasem tam było pełno ludzi. Zdziwiło mnie to bo to jednak zbyt mądry i ambitny film dla polskiego widza. Pytanie tylko czy te osoby były świadome na co idą? To taka typowa produkcja, która krytykom się spodoba ale przeciętnemu zjadaczowi chleba niekoniecznie. Ja daleki jestem od zachwytów ale uważam, że to obiecujący debiut i nie żałuję tych dwóch godzin w kinie.
Ocena: 7/10


Komentarze
Prześlij komentarz