Wyjdź za mnie

 


Przyznam, że poszedłem na ten film totalnie w ciemno. Kiedyś współlokatorka mówiła mi o jakimś filmie z Jennifer Lopez. Szczerze nie miałem pojęcia co to w ogóle ma być. Teraz już mogę się śmiało wypowiedzieć, bo obejrzałem. Tym którzy pamiętają komedie romantyczne z końca lat 90 tych czy lekko późniejszych zapewne ten film skojarzy się z "Nothing Hill" z Hugh Grantem i Julią Roberts czyli historia miłości ludzi z zupełnie odległych sfer. Kobieta światowa wielka gwiazda. Mężczyzna natomiast to totalny no name, który chociaż potrafi się cieszyć z tego co ma. Tym razem w tej roli Owen Wilson, który nie jest może szczególnie wybitnym aktorem ale czasem coś mu się uda. Zwłaszcza, gdy nie gra w idiotycznych komediach.



 Co do Jennifer Lopez to sam nie wiem co mam napisać, bo nie szczególnie zapadła mi w pamięć. Więcej tu śpiewa niż mówi. Wolałbym by jednak częściej robiła to drugie. Bardziej podobał mi się drugi plan. Nie wiem czy to najlepiej świadczy o filmie. Jestem świadom, ze wszystko co widzimy na ekranie to głupotki i absurdy na prawo i lewo. Nie ma tu za dużo logiki ale jakoś nie umiem o tym filmie źle myśleć. Ma swój wdzięk i mimo wszystko te postacie da się polubić i im kibicować. 



Seans stosunkowo szybko mi zleciał i nie zgorszył mnie. Na pewno nie jest to szkodliwy film. Mogę śmiało powiedzieć, że na Walentynki dla zakochanych to idealna pozycja. Nie szczególnie wymagająca myślenia, momentami zabawna. Kilka uroczych scenek, kiczu może i sporo ale czego się spodziewać po komedii romantycznej? Nie powiem bym Wam polecał ale nie jest to totalna strata czasu.


Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty