Śmierć na Nilu
Kenneth Branagh w roli Herkules Poirot po raz drugi. Niestety pamiętam "Morderstwo w Orient Expressie". Nie był to film najwyższych lotów. Mimo wielkich nazwisk w obsadzie. W "Śmierci na Nilu" również nie brakuję dużych nazwisk. Gal Gadot, Kenneth Branagh czy słynny hollywoodzki kanibal Armie Hammer. Nie powiem by ktoś z nich specjalnie mnie zachwycił. Ich postacie były nudne i do bólu stereotypowe.
Koncept jest podobny do pierwszego filmu o losach Poirot czyli w grupie bogaczy dochodzi do zbrodni. O ile w tamtym filmie nie wiedziałem kto stoi za zbrodnią do końca o tyle w "Śmierci na Nilu" już po 45 minutach wiedziałem na czym polega intryga i kto za tym stoi. Nie wiem czy to moja przenikliwość i intuicja czy każdy z Was kto obejrzał miał podobnie? Szczerze wolałbym się mylić w tym temacie, bo wtedy, gdy Poirot rozwiąże zagadkę będę zaskoczony a tak jedynym zaskoczeniem było to, że okazałem się bystrzejszy od sławnego detektywa. Film niestety jest w czasie zbyt przeciągnięty. Uważam jednak, ze jest lepszy od "Morderstwa w Orient Expressie", bo chociaż nie jest tak usypiający.
Myślę, że głównym problemem jest tu odtwórca głównej roli. Przydałby się ktoś z większą charyzmą. Nie mówiąc już o tym, że nie lubię jak reżyser obsadza samego siebie w najważniejszej kreacji w filmie, to oznaka megalomanii i narcyzmu. Nie radzę Wam iść na to kina, bo to taki film stricte pod seans telewizyjny w domu. Potencjał fabularny był ale po raz drugi został niewykorzystany. Kolejne dwie godziny męki w kinie. Co się z Wami dzieję filmowcy???
Ocena: 5/10


Komentarze
Prześlij komentarz