Belfast

 



 Nominacja do Oscara, najbardziej osobisty film reżysera Kennetha Branagha. Te argumenty powodowały, że wybrałem się na "Belfast" z jakimiś oczekiwaniami. Czy jestem zadowolony z tego co zobaczyłem? Na pewno film bardzo ładnie wygląda i jest profesjonalnie oraz rzetelnie zrobiony ale zawsze musi być jakieś ALE. Świat obserwujemy z perspektywy 9 letniego chłopca i to na pewno ciekawy zabieg, bardzo podobny był w filmie Taiki Waititiego "Jojo Rabbit". Choć ten drugi jest nieporównywalnie lepszy od "Belfastu". 



Nie ukrywam, że polubiłem małoletniego głównego bohatera, bo jest ludzki i można mu kibicować.  Otaczają go dość spore problemy. Po pierwsze wojna religijna, a po drugie niesnaski między rodzicami chłopaka, wynikające z tego, że ojciec pracuję w okolicach Londynu i rzadko widuję rodzinę. Niestety fabularnie film trochę kuleję. Brakuję zwrotów akcji, ciekawych momentów, cała akcja toczy się mozolnie i oko mi kilka razy opadało, poziewałem też trochę. Jeżeli takie zjawiska zachodzą to denerwuję się, bo jeżeli film rzeczywiście jest tak wybitny to czemu ja tego nie czuję? 



Kenneth Branagh ma dobre momenty reżyserskie ale on nigdy nie zrobi niczego wybitnego. Będzie robił przeciętne a czasem nieco lepsze rzeczy jak ten "Belfast". Myślę, że widzowie filmów Patryka Vegi będą straszliwie znudzeni tym co zobaczą na ekranie. Ja dostrzegam szereg plusów. Aktorsko również nie wygląda to źle. Choć mnie osobiście Jamie Dorman nie przekonuję. Moim zdaniem on ma ciągle jedną minę i trochę brakuję mu charyzmy by zagrać wybitnie jakąś rolę. Nikt nie pokazuję tu nic wyjątkowego. Nie zmienia to faktu, że jak pójdziecie do kina to nie będą to stracone pieniądze, ale nie spodziewajcie się wrażeń a la "Avengers".

Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty