King's Man: Pierwsza misja

 



Pamiętam pierwsze dwie części i trochę byłem fanem pierwszej części. Nie powiem bym jakoś szczególnie oczekiwał na ten seans ale szedłem z wiarą i przekonaniem, że to nie będzie strata czasu. Jeżeli spodziewacie się pastiszu gatunku szpiegowskiego i setki wyrafinowanych żartów to lepiej sobie odpuśćcie seans. Ten film jest na serio i moim zdaniem działa to na jego szkoda. Fabuła trochę nie trzyma się kupy i jest zbyt skomplikowana. Aktorsko postawiono na Ralpha Fiennesa i rzecz jasna zachwyca i robi wszystko co może. 



Ten film jest szalony i zdecydowanie inny niż poprzednie części. Niektórym się to spodoba, inni będą kręcić nosem jak ja. Swoją drogą jestem bardzo rozczarowany filmami, które obejrzałem ostatnio w kinie. Żaden mnie nie poruszył ani nie zachwycił. Od razu zaznaczam. Ten film nie jest sequelem. Opowiada o zamierzchłych czasach, gdy agencja wywiadowcza King'sMan jeszcze nie istniała. Sięgamy czasów wojennych. Ze zwiastuna wynika, że głównym złolem filmu będzie wyrazisty i charyzmatyczny Rasputin. Jednak to co dzieję się z tą postacią jest dla mnie skandalem. Nie mogę powiedzieć dlaczego, ale jak obejrzycie to zrozumiecie mój tok rozumowania.



 Jak dla mnie na ekranie jest trochę za dużo postaci, wolałbym byśmy się kręcili w nieco mniejszym gronie, a ten film pod tym względem przypomina najnowszy film Macieja Kawulskiego, który miałem nieprzyjemność obejrzeć. Nie będę nikomu odradzał seansu, bo ma ten film jakieś atuty ale moim zdaniem znacznie więcej jest minusów. Po obiecującym początku jakby twórcy nie mieli pomysł jak pójść za ciosem i umiejętnie poprowadzić akcję filmu. Skróciłbym ten film o co najmniej 20 minut. Mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł czwartej części, bo ta formuła i magia już się skończyła. Kontynuacja będzie odgrzewaniem kotleta, który nie będzie już smakował tak dobrze jak świeżo po usmażeniu.


Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty