Hazardzista
Poszedłem dziś po raz kolejny do kina w ciemno. Nie wiedziałem totalnie się spodziewać. Nie powiem bym wyszedł z seansu znudzony ale obejrzenie "Hazardzisty" niczego w moim życiu nie zmieniło. Nie będę miał go w głowie zbyt długo. Historia skupia się na mężczyźnie uzależnionym od hazardu. W tle pojawia się też przeszłość kryminalna i to, że siedział w więzieniu. Na starcie Wam mówię, że nie jest to film o problemie z hazardem i próbą zerwania z nim. Nasz bohater traktuję to jak pasję i nie zamierza tego rzucać. Wszelakich sztuczek nauczył się za kratkami.
W jego życiu pojawia się nagle młody chłopak, który stracił ojca i pragnie zemsty na człowieku, który się do tego przyczynił. Ten zły gość jest powiązany z przeszłością naszego hazardzisty. Brzmi jak oklepany sensacyjniak ale nie jest to film o walce dobra ze złem. Mam wrażenie, że nie odnajdziemy w filmie pozytywnych postaci. Każdy na swój sposób jest zły i ma coś za uszami. W roli zimnego i pozbawionego uczuć gra Oscar Isaac. Nie powiem by zagrał wybitnie ale powiedzmy, że trzyma poziom. Na ekranie zobaczymy też rewelacyjnego Williama Dafoe i trochę żałuję, że tak mało jest go w filmie. Mając aktora z takim warsztatem trzeba wycisnąć go jak cytrynę, a mam wrażenie, że generalnie jakiś pomysł na film był ale twórcy nie mieli odwagi by go rozwinąć.
Początkowo dominował wątek hazardu a potem pojawił się kryminalny a im dłużej w las to twórcy odlecieli i poszli w stronę kina artystycznego, Jakieś dalekie ujęcia na postacie itd. Mam wrażenie, że reżyser chciał czymś zabłysnąć ale zabrakło mu kreatywności by to zrobić. Nie jest to zły film ale daleko mu do udanego.
Ocena: 5/10


Komentarze
Prześlij komentarz