Wiedźmin: sezon 2
Być może w kontekście dzisiejszego wpisu nie będę za bardzo kompetentny ponieważ nie znam twórczości Sapkowski i takie klimaty fantasy nie bardzo mnie jarają. Mogę ocenić jedynie to co obejrzałem bez żadnego podtekstu i specjalnych sentymentów. Zacznę może od pozytywów ( choć nie znalazłem ich zbyt wiele). Bardzo spodobał mi się pierwszy odcinek. Liczyłem, że twórcy pójdą za ciosem i idąc głębiej będzie tylko lepiej. Niestety im bardziej w las tym było nudniej i mało kreatywnie. Często słyszę, że wiele rzeczy jest tu inaczej niż w książkach. Nie uważam by był to wielki grzech, bo jeżeli zmiana w fabule ma wyjść na korzyść to czemu tego nie robić? Nie podam Wam przykładów z wiadomych względów.
Podobał mi się trochę wątek Ciri (Freya Allen) ale uważam, że został źle poprowadzony. Mam też wrażenie, że trochę za dużo jest jej na ekranie. Co do Henry Cavilla to nie można mieć żadnych uwag, bo aktorsko dał radę ale uważam, że paradoksalnie jest go zdecydowanie za mało. Jakby był postacią drugoplanową. Szczerze mówiąc chciałbym trochę więcej z jego postaciom pobyć. Zrozumieć jego motywację, stan emocjonalny a nie tylko puste i nic nie wnoszące dyskusje z Ciri. A propo słów jakie wypowiadają postacie to nie wiem kto pisał te dialogi ale ta osoba powinna stracić pracę. Tak nudnych i drewnianych partii dialogowych nie słyszałem już dawno. Dla tych, którzy podobnie jak ja są laikami w temacie "Wiedźmina" chciałby pokrótce streścić o czym on jest?
Moim zdaniem jest to coś na kształt "Władcy Pierścieni". Są elfy, krasnale, ludzie. Geralt jest takim Aragorna a kto jest Sauronem? Szczerze nie doszedłem do tego. Klimatycznie czuć nawiązania do "Gry o tron" ale porównanie obu tych projektu to raczej ogromna obelga w stronę twórców "Gry o tron". Po za tym mamy setki postaci, które nie wiem po co są na ekranie? Szkoda tylko, że "Wiedźmin" nie jest choćby w połowie tak dobry jak "Władca pierścieni". Oczywiście musi pojawić się też błazen. W trylogii Tolkiena był nim krasnolud Gimli, tu jest Jaskier. Pewnie wielu osobom się spodoba, dla mnie z czasem staję się irytujący. A Ciri to taki Frodo. Czyli młodość, naiwność i duże zasoby dobroci.
Oczywiście jest jeszcze postać Yennefer. Początkowo strasznie mnie irytowała, jednak z czasem się mocno rozkręciła i nawet ją trochę polubiłem ale jej wątek i tak jest niezadowalająco zrealizowany. Czy będę czekał z wypiekami na kolejny sezon? Raczej nie, bo pewnie za rok już totalnie niczego nie będę pamiętał z tego sezonu. Dla mnie to zwykły przeciętniak ale jak ktoś ma odmienną opinię to zapraszam do dyskusji i kontrargumentów.
Ocena: 5/10


Komentarze
Prześlij komentarz