Dom z papieru: część 5
Niestety najnowsze odcinki "Domu z papieru" nie będą mi się kojarzyła najlepiej, bo w trakcie ich oglądania dowiedziałem się o pozytywnym wyniku na COVID. Nie zmienia to jednak faktu, że obejrzałem i mogę się na ich temat wypowiedzieć. Już ostatnie części nie bawiły mnie za bardzo. Uważałem, ze w pewnym momencie nastąpił przesyt. Na całe szczęście twórcy wyszli z całej historii z twarzą.
Było kilka ciekawych i zaskakujących zwrotów akcji, co niektóre postacie zmieniły front a co niektóre pokazały, że jednak mają jaja. Wielokrotnie zdarzały się takie historię, że kultowy i popularny serial kończył się w niezadowalający fanów sposób. Wystarczy tu przytoczyć choćby "Grę o tron" czy "Dextera". Choć w tym drugim przypadku to raczej moja opinia. Gdybym miał wspomnieć o czymś co jest na minus, to, że w pewnym momencie pojawia się tam dość tanie love story, które jakoś nieszczególnie mnie nie interesowało. Myślę ponadto, że postać eks policjantki Sierry został trochę niewykorzystany a szkoda, bo to rewelacyjnie wyrazista persona.
Nie powiem bym emocjonował się szczególnie ostatnimi odcinkami ale byłem daleki od ziewania, bo choćby postać profesora bardzo ewoluuje. Początkowo miał wszystko zaplanowane krok po kroku a im dalej w las tym musiał działać spontanicznie i improwizować będąc w potrzasku. Największą siłą a jednocześnie paradoksem "Domu z papieru" jest to, że twórcy od początku sugerują byśmy kibicowali złodziejom i przestępcą, bo może i profesor jest uroczy ale w jednym z ostatnich odcinków sam najlepiej definiuję swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Mimo wszystko żałuję, że "Dom z papieru" to już tylko przeszłość.
Ocena: 7/10


Komentarze
Prześlij komentarz