Pogromcy duchów. Dziedzictwo




Często się zastanawiam w jakim celu odkurzane są pewne kultowe pozycję w dziejach kinach po latach? Oczywiście można oprzeć swój nowy projekt na charyzmatycznych postaciach, które zrobią Ci całą robotę a fabuła nie okaże się aż istotna. Mam wrażenie, że twórca najnowszych "Pogromców duchów..." poszedł w myśl tej zasady, bo na ekranie aż roi się od ciekawych postaci, które w dużej mierze przykuwają uwagę tak wybrednego widza jak ja. Niestety co za dużo to niezdrowo. Warto by fabuła miała swoje tempo a nie falowała. 




Początek filmu był optymistyczny, bo podążamy za rodziną, która zostaję eksmitowana z mieszkania i jest zmuszona przenieść się do zaniedbanego domu zmarłego członka rodziny. Oczywiście okaże, że ten dom wcale nie jest jakąś byle jaką budowlą. Niestety ten wstęp trwa zdecydowanie za długo. Czułem się jakbym w kinie oglądał serial. Moim zdaniem z tego projektu lepiej było zrobić serial a nie film. Czuć tu klimat "Stranger Things". Twórcy uznali jednak, że lepiej rzucać na prawo i lewo odniesieniami do filmu z lat 80 tych. Dlatego w pewnym momencie zacząłem zaglądać nerwowo w telefon a jeżeli to następuję, to naprawdę to co na ekranie musi być mało zajmujące. Nie mogę jednak jednoznacznie stwierdzić, że to zły film, po prostu niewykorzystany potencjał. 




Myślę, że zdecydowanie lepiej jest obejrzeć "Pogromców duchów. Dziedzicwo" w domu, bo w kinie będziecie się męczyć. W filmie występuję kilka znajomych twarzy. Choćby Paul Rudd znany jako "Antman". Jak dla mnie on po prostu gra siebie i z całą pewnością polubicie te postać. Co więcej od początku miałem wrażenie, ze skądś kojarzę twarz jednego z dzieci. Okazało się, że widziałem go w "Stranger Things". Właśnie dzieci wypadają tu najlepiej. Nie miałem ochoty wyjść z sali ale daleki jestem od zachwytów.


Ocena:6/10

Komentarze

Popularne posty