Pitbull
11 listopad przyniósł prawdziwą niespodziankę. Ulubiony reżyser polskiego popcornowego widza powrócił. Tym razem powrócił do "Pitbulla" czyli swojego dziecka, dzięki któremu zaistniał na większą skalę i stał się jednym z najbogatszych polskich reżyserów. I co mogę powiedzieć po seansie. Nuda nuda nuda. Poprzedni film Vegi wybitny nie był ale chociaż miał jakieś napięcie i nie dłużył się. "Pitbull" w założeniu jest filmem gangsterskim ale jak dla mnie jest parodią albo pastiszem. Szkoda, że to działanie nie jest świadome. Już od pierwszej sceny nie mogłem się opanować od śmiechu. Długi początkowy monolog był w swojej formie tak absurdalny, że łapałem się za głowę. Nie to co mówi było szokujące tylko barwa głosu jakiej użył nasz główny gangster. Notabene w każdej scenie miał taką barwę głosu. Nie wiem skąd taki pomysł?
Oczywiście jak to u Vegi, nie poznajemy bliżej postaci.. Nie ma żadnych długich sekwencji. Tylko montażowo lecimy jak Pendolino. Nie ma nawet przerwy na oddech. To jest właśnie zabieg, który mnie najbardziej drażni w filmach reżysera. Obsadził w jednej z głównych ról swojego ulubieńca Andrzeja Grabowskiego. Nie był on zły ale jakoś mnie nie kupił. To samo każda inna postać. Kolejna rzecz to kobiety. U Vegi są one głupie i pragną jedynie silnego, brutalnego i prostackiego faceta, który najlepiej by miał furę kasy i lubił seks.
Na całe szczęście tym razem oszczędzono nam setek postaci i skupiamy się na stosunkowo małej grupie ludzi i nie dotykamy aż tak wielu wątków. Vega nie byłby sobą, gdyby nie wprowadził realnych postaci. Pojawia się tu osoba zabitego w Zakopanem gangstera "Pershinga" czy pierwszego świadka koronnego "Masy". W sumie to ta druga postać pokazana jest w najfajniejszy sposób. Podkreślam, ze jest to tu postać drugo albo i trzecioplanowa. Takie standardy Vegi. Drugi plan lepszy od pierwszego. Fabuła jest jak zawsze chaotyczna. Skupiamy się na postaci Gebelsa, który tropi tajemniczego specjalistę od wybuchów. Wskutek jednego z nich ginie mundurowy co doprowadza do rozpierduchy jaką uwielbia Vega. Na pewno nie jest to film gorszy od "Botoksu" ale do poziomu "Ptbull: Nowe porządki" jest baaaaardzo daleko. Zdecydowanie odradzam.
Ocena: 3/10


Komentarze
Prześlij komentarz