Dom Gucci
Wielkie i szumne zapowiedzi. Adam Driver, zjawiskowa Lady Gaga a za kierownicą znany i ceniony Ridley Scott. Czy to miało prawo niewypalić? Niestety stało się to co przewidywałem czyli osoba reżysera będzie stanowiła najsłabszy punkt filmu. Oglądając ponad dwie godziny "Dom Gucci" miałem wrażenie, że całego materiału do końcowego montażu zostało chyba z 10 godzin. W filmie pojawia się setki wątków a niektóre z nich są na ledwie jedną scenę. Wiem, że opowiedzenie całej historii Maurizio i Patrizii Gucci wymagało tego ale może zrobić to bardziej kreatywnie i z jakimś pomysłem.
Mam pretensję do Scotta najbardziej o to, że nie wykorzystał swojego skarbu jaki miał w obsadzie w osobie Lady Gagi. Trudno mieć zastrzeżenia do plejady gwiazd jaka tu występuję. Mamy na ekranie również Ala Pacino, Jeremy Ironsa czy Salme Hayek. Największą waszą uwagę zapewne wzbudzi postać Paolo Gucciego. W jego rolę wciela się Jared Leto i to jak pokazał te postać będzie budziło sprzeczne odczucia. Ja należę do grupy, którzy twierdzą, że aktor zbyt przeszarżował. Gdybym był Paolo Guccim to bym się obraził za to jak został przedstawiony. Adam Driver jako Maurizio wypadł dobrze ale nie ukrywam, że nie jestem wielbicielem tego aktora, ale nie mogę mu odmówić warsztatu i charyzmy.
Zapytacie zapewne czy Lady Gaga wypadła lepiej niż w "Narodzinach gwiazdy"? W moim odczuciu słabiej ale to nie jest jej wina. Jej przykład pokazuję jak ważne dla aktora jest wsparcie i zaufanie reżysera. Bradley Cooper otoczył wszystkim co najlepsze Gagę i to było widać na ekranie, a Scott jakby podszedł do swojego filmu bez ikry. Trochę sobie tu pobiadoliłem ale nie mogę powiedzieć by był to aż tak zły film. Po prostu jest to przeciętniak, o którym już prawie zapomniałem.
Ocena: 6/10


Komentarze
Prześlij komentarz