Venom 2: Carnage
Przed robieniem dzisiejszego wpisu przeczytałem sobie różne recenzję o najnowszym Venomie i kilka naprawdę mnie zaskoczyło. Najbardziej jak jeden gość napisał, ze sequel jest gorszy od pierwszej części. Nie wiem kto o zdrowych zmysłach mógł tak napisać. Moim zdaniem druga część jest zdecydowanie lepsza. Ta pierwsza miała tylko jeden atut. Nazywał się Tom Hardy. Druga natomiast oprócz tego ma ich trochę więcej. Po pierwszy film trwa zaledwie 97 minut i ja uznaję to za zaletę, bo nie zdążyłem się zmęczyć i znudzić seansem. Po drugie: Michelle Williams. W pierwszej części jej potencjał został totalnie zaprzepaszczony. Tu natomiast w kilku scenach wypada obiecująco i z zębem a nie tak jak w filmie Fleischera. Zmiana za kamerą wyszła produkcji na plus.
Co do czarnego charakteru (Woody Harrelson) to mam dysonans, bo nie powiem by Harrelson aktorsko rozczarował ale mam wrażenie, że ta postać miała większy potencjał, a trochę za mało jej tu jest. Fabuła nie jest jakaś szczególnie skomplikowana. Tom Hardy wpada po raz kolejny w kłopoty i musi wraz ze swoją zmorą zwalczyć je. Rozmowy Eddiego z Venomem momentami są naprawdę zabawne i błyskotliwe. Moim zdaniem mogliby cały film o nich zrobić i wyszłoby coś niezwykle innowacyjnego.
Myślę, że dla popcornowego widza będzie to prawdziwa uczta. Ja nim nie jestem ale bawiłem się znośne. Nie przysypiałem i nie zaglądałem w telefon zatem należy uznać, że na ekranie coś się działo interesującego. Pewnie jutro rano nie będę już pamiętał o Venomie ale to nie była strata czasu. No a poza tym jak można nie pójść na film z genialnym, pełnym wdzięku Tomem Hardy'm? Choćby z jego powodu warto się wybrać do kina.
Ocena:7/10


Komentarze
Prześlij komentarz