After. Ocal mnie




Ponoć o gustach się nie dyskutuję. Z wielkim bólem obejrzałem dwie poprzednie części filmu, o którym dziś powiem. Dla tych, którzy są nie na czasie wyjaśnię, że "After" to młodzieżowa wersja Grey'a. Trudno nie dostrzec szeregu podobieństw. Największym jest niezwykle przewidywalna i monotonna fabuła. Wydaję mi się, że w drugiej części Tessa była mniej irytująca jako postać, bo w tej najnowszej jej dialogi z ukochanym Hardinem są na poziomie "M jak miłość".




 Zastanawiam się jak ta seria może mieć w naszym kraju swoich fanów? Nasza główna para na przemian się kłóci i godzi. Rzecz jasna kulminacją zgody jest namiętny i dziki seks. Sam nie wierzę, ze napisałem te słowa przed chwilą. Jakoś brakuję w tej trzeciej części chemii między bohaterami. Jakby wszyscy na planie byli już sobą zmęczeni a co gorsza będzie kolejna część. Mam prośbę do ludzi, którzy czytają ten wpis i nie podzielają mojego krytycyzmu, niech wyjaśnią mi co Wam się podoba w  "After"? Dlaczego uważacie ten nudny film za coś interesującego? 




Najbardziej szokujące jest dla mnie co w filmie zrobiono z wątkiem ojca Tessy. Na koniec drugiej części był to taki szokujący zwrot akcji. Myślałem, że twórcy zrobią coś z nim, a jedyną korzyścią pojawienia się ojca jest kolejny pretekst do niesnasek między ukochaną parą, bo przecież przez pół filmu na siebie krzyczą i się obrażają. 




Oczywiście musiał się też pojawić wątek zazdrości. Zabójczo przystojny kawaler zalecający się do Tessy. Najbardziej zadziwiające jest to, że on naprawdę wydaję się znaczenie bardziej sympatyczny niż ten bucowaty i wiecznie obrażający się Hardin. Nie wiem jak Was ale mnie okropnie wkurza brytyjski akcent naszego bad boya. Zacząłem żałować, że nie ma w kinie lektora. Jeżeli lubicie takie głupotki to zapraszam do kin ale na własną odpowiedzialność.


Ocena: 2/10 

Komentarze

Popularne posty