Zabójczy koktajl
"Duże złe wilki" to produkcja sprzed kilku lat, w której twórca wzorował się na działalności Tarantino i muszę przyznać, ze tamten izrealski film zaskoczył mnie pozytywnie. Dowodem na to jest choćby fakt, że o nim pamiętam. Dziś powraca z "Zabójczym koktajlem" i nadal reżyser trzyma się kultu Quentina. Rozumiem fascynację ale wolałbym by izrealski twórca Navot Papushado nie kopiował innych. Zresztą widać tu też nawiązanie do ubioru Ryana Goslinga z głośnego "Drive'a" (2011).
"Zabójczy koktajl" jest filmem bardzo nierównym. Początkowa faza nawet jest obiecująca, ale im dalej w las tym było bardziej kiczowato. Na pewno na plus należy wskazać dialogi. Wiele żartów jest w punkt. Sam klimat też jest ok. Niestety najsłabszym punktem filmu jest fabuła i obsada. Na minus również ścieżka dźwiękowa. Często muzyka nie była kompatybilna z tym co działo się na ekranie. Nie rozumiem obsadzenia Karen Gillan w roli seryjnej bezwzględnej morderczyni. Ona przez cały film ma jedną minę i brak jej charyzmy. Nieco lepiej wypada jej filmowa matka Lena Headey.
Cała historia właśnie skupia się na tej trudnej relacji matka-córka. Bardzo słaby jest czarny charakter. Słyszałem, że w planach jest sequel. Tylko po co? Magia Tarantino polega na długich sekwencja i błyskotliwych dialogach. Tam aktorzy zawsze wypadają wybitnie. Nawet Channing Tatum w "Nienawistnej ósemce" ogarnął swoją rolę.
Myślę, że ten film mocno podzieli widownie, bo jedni będą sobie wmawiali, że ten film momentami jest głupi, bo jest pastiszem, zaś inni jak ja widząc słabości będą kręcić nosem. Ja w połowie się już nudziłem. Niech to da Wam do myślenia, zwłaszcza jak jesteście jak ja fanami twórczości Tarantino.
Ocena: 5/10





Komentarze
Prześlij komentarz