Czarna wdowa

 


Uwielbiam Scarlett Johansson. Można mnożyć przymiotniki opisujące jej wyjątkowość. Niestety odnoszę wrażenie, że zamiast podążyć drogą Emmy Stone poszła w złym kierunku oddając duszę wysokobudżetowym produkcją i kinu totalnie nieangażującemu. Ostatni dobry film z jej udziałem to chyba "Historia małżeńska" i może "Jojo Rabbit" . Była kiedyś muzą Woody Allena co może w kontekście oskarżeń względem reżysera nie jest najlepszą reklamą.



 Dziś pojawia się w produkcji Marvelowskiej, gdzie to ona jest języczkiem uwagi. Chciałbym by tak było ale odnoszę, że trochę za mało jej tu jest i że postacie drugoplanowe bardziej zapadają w pamięć. Nie wiem kto pisał dialogi ale są nudne i mało błyskotliwe. Co zazwyczaj w przypadku Marvela stało na wysokim poziomie. Drugi plan to przede wszystkim Rachel Weisz i Florence Pugh. Mi najbardziej podobała się ta pierwsza, bo jej postać była niejednoznaczna w odbiorze. Czy stoi po stronie dobra czy nie do końca? Nie powiem, ze jest to zły film ale moim zdaniem brakuję mu czegoś ekstra. Szczerze mówiąc w połowie filmu byłem już zmęczony. 



Odnoszę wrażenie, że jest to materiał, który nie został wystarczająco wyciśnięty i chciałbym by na ekranie bardziej błyszczała Scarlett Johansson. Trochę brakowało mi chemii między ekranowymi siostrami czyli głównej bohaterki i Florence Pugh. Jakby wygłaszały puste dialogi i brakowało tam emocji oraz większego zaangażowanie w scenę. Nie wiem jakie są relację obu pań poza ekranem ale brakowało tam pozytywnych fluidów. Mimo wszystko jest to rozrywka na przyzwoitym poziomie. Dla popcornowego widza wystarczy ja odczuwam lekki niedosyt. 


Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty