Sweat
Polska i Szwecja od kilku dni mają mocno na pieńku ze względu na zbliżający się mecz piłkarski na Euro 2021. W kinach od piątku pojawiła się propozycja, która łączy te dwa nację. Film zrobiony przez szwedzkiego reżysera Magnusa von Horna, który stworzył produkcję w całości po polsku. Myślę, że jest to jeden z tych projektów, który mocno podzieli polską publiczność. Ja jak zawsze będę gdzieś pośrodku, bo rozumiem zarówno sceptyków jak i tak zachwycających się "Sweat". Nie jest to film o zawrotnej akcji.
Śledzimy losy znanej trenerki fitness, która jest kimś a la Ewa Chodakowska. Wydawać by się mogło, że życie prywatne kobiety powinno być idealne. Sylwia Zając jest piękna, wysportowana, kochana przez tłumy. Pozostaję jednak jedno ALE. Kobieta czuję się samotna, bo nie ma nikogo kto by ją kochał. Można powiedzieć, że już wielokrotnie widzieliśmy to w kinie. Pojawia się też wątek trudnej relacji z matką oraz stalkera, który śledzi Sylwię. Twórcy nie starają się na siłę wybielać głównej bohaterki co jest słuszne, bo przecież ona jest tylko człowiekiem i też popełniła szereg błędów.
Moje uczucia co do głównej bohaterki są mocno ambiwalentne, bo z jednej strony jej współczuję tej samotności. Z drugiej zaś uważam, że jaki to problem znaleźć takiej kobiecie wartościowego i zasługującego na nią faceta? Co innego gdyby Sylwia była trwale oszpecona. Bardzo fajnie gra główną bohaterkę nieznana mi Magdalena Koleśnik i trzeba przyznać, że sprawdza się w tej roli fantastycznie i przekonująco. Na pewno jeżeli jesteście weekendowymi kinomanami to raczej unikajcie tej pozycji, bo się wynudzicie. Chciałbym jeszcze na koniec pochwalić twórców za jedną scenę. Mianowicie rozmowę głównej bohaterki z jej fanką i wyznanie tej drugiej dotyczące poronienia. Znakomicie pokazana i zagrana sekwencja. Mistrzostwo Świata. Warto choćby dla tej sceny obejrzeć "Sweat".
Ocena: 8/10





Komentarze
Prześlij komentarz