Mortal Kombat
Nie ukrywam, że lubię iść do kina bez jakiegokolwiek zaangażowania i bez oczekiwań, bo wtedy jest większa szansa na pozytywne zaskoczenie. Wkrótce pojawi się kilka filmów, na które czekam i zapewne nieraz się rozczaruję. Taka najbliższa premiera, której nie mogę się doczekać to "Obecność 3: Na rozkaz diabła". O tym jednak wkrótce.
Dziś powiem o filmie, na który wielu sentymentalnych graczy czekało z utęsknieniem. Nie ukrywam, ze sam za młodu grałem w Mortal Kombat ale szczerzę mówiąc nie pamiętam żadnej postaci, dlatego to co wczoraj obejrzałem było dla mnie nowością. Początek był niezwykle obiecujący. Powiem więcej. Był to jeden z lepszych początków jakie widziałem w kinie od miesięcy, a może i lat. To co było potem może nie rozczarowało ale też nie porwało. Fabuła nie jest tu zbyt angażująca. Jeżeli chodzi o postaci to najlepszą jest Kano, który jest mocno rozdarty, po której stronie barykady chcę być. Jedyne co nim kieruję to materialny zysk. Sceny z nim są momentami zabawne i dodają tym samym barwności. Niestety co do reszty postaci to mam sporo zastrzeżeń, bo są zwyczajnie bezbarwne i mało o nich się dowiadujemy. Akcja filmu jest tak absurdalna, ze trochę szkoda czasu mi ją streszczać. Znajdziemy tu klasyczny podział na dobro i zło. Tak naprawdę nic więcej nie ma tu żadnego znaczenia.
Dużo jest scen walki, krwi i takich słownych przekomarzanek. Na zasadzie: ja jestem kozak, nie masz ze mną szans. Trochę to śmieszne jest z czasem. Co do aktorstwa to chyba najbardziej przekonująco wypadają Ci azjatyccy. Co do reszty to jakoś nikt mi w pamięć nie zapadł. Nie powiem by był to zły film ale moim zdaniem można było z tego projektu więcej wycisnąć. Seans mi się nie dłużył i momentami nawet dobrze się bawiłem. Myślę, że "Mortal Kombat" bez trudu znajdzie swoją grupę docelową a może i nawet zagorzałych wyznawców.
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz