Stewardesa
Niedawno na HBO Go pojawił się niespodziewanie serial o jakże banalnym tytule "Stewardesa". Zupełnie nie wiedziałem na co tu liczyć? Po obejrzeniu trzech odcinków mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że nie był to stracony czas mimo, że w pewnym momencie główna bohaterka zaczęła mnie straszliwie irytować i bynajmniej nie dlatego, że jest głupią blondynką.
Kobieta na co dzień jest stewardesą . Jej status życiowy idealnie wpasowuję się w tę profesję: brak mężczyzny, dzieci, imprezowy i luźny styl życia. W wolnym czasie alkohol i przelotne znajomości. Ta sielanka kończy się w trakcie lotu do Bangkoku, gdzie na pokładzie samolotu spotyka przystojnego biznesmena. Cała ich znajomość kończy się w hotelu w trakcie wspólnej nocy. Słowo "kończy" ma tu znaczenie dosłowne, bo budząc się rano kobieta odkrywa, że jej nocny kochanek nie żyje. Od tego momentu kobieta zaczyna działać po omacku i na każdym krok działać nierozważnie. Zresztą jej mimika wszystko zdradza i nie trzeba być Sherlockiem by nie zobaczyć w jej oczach strachu i kłamstw.
Z całą pewnością na tym też polega w tym projekcie satyra, bo to bywa zabawne jak idiotyczne kroki podejmuje kobieta. Ogląda się to bardzo lekko i przyjemnie. Smaku dodają postacie drugoplanowe, które również bardzo się rozwijają i zaczynają pokazywać swoje mroczniejsze oblicze. Mam nadzieję, że twórcy nie zmarnują potencjału fabularnego jaki tu posiadają, bo to materiał na bardzo sympatyczną propozycję na odskocznie od trudnych pandemicznych czasów. Oczywiście nie wszystko jest tu idealne ale jakoś nie mam ochoty na malkontenctwo w kontekście tego serialu.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz