Stargirl
Filmy o superbohaterach powoli zaczynają tracić rację bytu, bo wszystkie schematy i pomysły już dawno się wypaliły. Ostatnio modna jest satyra w kontekście takich postaci. Powaga a la Kapitan Ameryka nie przejdzie. Sporą nowością są seriale, które proponują Netflix czy HBO GO. Dziś opowiem o propozycję od tej drugiej platformy. "Supergirl" początkowo mi się podobało, ale z czasem postacie drugoplanowe stały się bardziej interesujące od tych pierwszoplanowych. Ponadto główna bohaterka zaczęła mnie irytować. Zupełnie inaczej jest w "Stargirl".
Blondowłosa Courtney, która za sprawą faceta swojej matki staje się kimś kto chroni świat przed złoczyńcami. W roli ojczyma Owen Wilson, który ma swoje ograniczenia ale gra tu bardzo dobrze i trudno go nie polubić. To samo tyczy się Stargirl. W ostatnim odcinku pojawił się wątek pomocnicy naszej głównej bohaterki, który jest bardzo obiecujący i ciekaw jestem jak się rozwinie, bo Yolanda jest dziewczyną o złożonej osobowości. Wiadomym jest, ze cudów ani jakiejś większej głębi nie należy się tu spodziewać ale najmocniejszym punktem oprócz postaci jest fabuła, która daję nadzieję i nie dłuży się.
Na koniec chciałbym wspomnieć na przykładzie wyżej wymienionej "Supergirl" o aspekcie, który najbardziej uwiera mnie w tego typu projektach. Dlaczego 90 procent postaci musi wyglądać jak modele i pochodzić z wyższych? Postać Supermana w "Supergirl" to jakaś parodia. Gość wygląda jak Ken. Jakoś Tobey Maguire mógł być normalnym gościem bez żadnych sztuczności i pompy. Liczę na refleksje wśród reżyserów i producentów.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz