Banshee



Jako, że powoli brakuję mi najnowszych seriali do oglądania sięgam po te dawniejsze. Jednym z takich jest amerykańska produkcja "Banshee" (2013-2016). Główny bohater to były więzień, który powraca do życia w małej mieścinie i wskutek zbiegu okoliczności staję się jego szeryfem. Mężczyzna ma tendencje do ładowania się w przeróżne kłopoty a one też go lubią. Do tego demony sprzed odsiadki również się odezwą. W rolę bezimiennego wciela się Antony Starr i trzeba mu przyznać, że jest fenomenalny. Zbudował taką postać, która mimo swojej szemranej przeszłości budzi sympatię u widza. To gość, który totalnie nikogo ani niczego się boi. Jeżeli okoliczności zmuszą go do rzucenia się pod ciężarówkę to on to zrobi i jeszcze przeżyję. W pewnym momencie staję się kimś na kształt Jamesa Bonda, Ethana Hunta czy Jasona Bourne'a. Każdy z nich miał swoje grzeszki ale z drugiej strony był niezwyciężony. 



Bardzo dobre są tu dialogi i postacie. Tak na dobrą sprawę nie ma tu nikogo zbędnego. Znajdziecie tu sporo dosadnych scen seksu, przemocy i szereg zwrotów akcji. Oglądając te sekwencje walki czułem się jakby ten serial zrobili twórcy "Johna Wicka".  Oni ze scen przemocy zrobili artyzm.Wymieniłem już wiele plusów ale chciałbym wspomnieć ten największy. "Banshee" liczy sobie 4 sezony i każdy z nich jest inny. Tu nie ma powielania tych samych pomysłów i spoczywania na laurach. 



Dla przykładu w drugim i trzecim sezonie nasz bohaterem nie jest tak często na ekranie, Więcej czasu dostaję drugi plan. Dochodzą do tego eksperymenty montażowe, które robią wrażenie. Nie byłbym jednak sobą gdybym trochę nie pokręcił nosem. Mam duże wątpliwości co do jakości czarnego charakteru. Może i budzi grozę ale jakoś widząc głównego antagonistę nie miałem ciarek na całym ciele. To samo tyczy się jego siostrzenicy. Lili Simmons wcielająca się w Rebecce jest straszliwie sztuczna i bez wyrazu. Gdyby te dwie postaci zmienić to dałbym serialowi najwyższą ocenę, 



Prawdziwą gwiazdą na ekranie jest najlepszy przyjaciel głównego bohatera czyli Job (powyżej). Teksty jakie on wygłasza i sposób wyrażania ich jest śmieszny i mimo jego niedoskonałości trudno go nie lubić i mu nie kibicować. Tak naprawdę, żeby oddać moc tego projektu należałoby każdą postać rozłożyć na czynniki pierwsze. Co więcej na temat każdej z nich można by zrobić osobny serial lub film. Oby więcej takich propozycji, bo już dawno nie odczuwałem takiego smutku po obejrzeniu ostatniego odcinka.

Ocena: 9/10

Komentarze

Popularne posty