Dare me
W dobie zagrożenia, które nastało w naszym kraju i całej Europie warto szukać pozytywnych aspektów tego stanu rzeczy. Jednym z nich jest fakt, że odczuwam ogromną tęsknotę za swoimi pasjami. Mam tu na myśli sport i przede wszystkim kino. W ostatnim czasie seanse przesiąknięte były paździerzami, ale jednak nawet one nosiły ze sobą jakieś wartości.
Dziś opowiem o serialu z Netflixa, którego w normalnych okolicznościach nigdy bym nie obejrzał. Po pierwsze dlatego, że jest to propozycja dla młodzieży, po drugie: głównymi bohaterkami są cheerleaderki. Nic nie wskazywało na to, ze będzie to pozycja warta polecenia. Nie powiem bym piał z zachwytu po obejrzeniu ale nie mogę się doczekać kolejnego sezonu bo zakończenie nie dało odpowiedzi na wszystkie pytania. Najbardziej zaskakuję mnie w tym projekcie fakt, że tu nie ma praktycznie postaci, którym moglibyśmy kibicować. Historię poznajemy z perspektywy czarnoskórej Addy, która jest jedną z członkiń zespoły cheerleaderek. Jej najlepsza przyjaciółka to postać najbardziej znienawidzona. Dziewczyny nie da się lubić. Przez cały serial zastanawiam się czemu ta Addy zadaję się i przymyka oko na wybryki Beth. Wydawać by się mogło, ze nowa trenerka grupy będzie najbardziej rozsądną postacią , ale z czasem okazuję się, że więcej ją łączy z Beth niż by się mogło wydawać na początku.
Trochę rozczarowujące jest tu rozwiązanie wielu wątków i dopiero, gdy pojawia się zbrodnia to akcja zaczyna się rozkręcać. Jak na serial o takiej tematyce bardzo przyzwoicie wypada obsada aktorska. Jednym z aspektów, który trzymał mnie przy tym projekcie było poszukiwaniu pozytywnych postaci, Niestety takowych nie znalazłem, bo Addy na każdym kroku dowodzi, ze jest równie głupia i pusta jak jej przyjaciółka. Napisałbym o tym dogłębniej ale nie chcę Wam spojlować. Abstrahując jednak od tych minusów to ogląda się to lekko i przyjemnie. Mam nadzieję, że kolejne sezony powstaną i postaci będą równie irytujące.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz