Powrót do Silent Hill
Mamy powtórkę z rozrywki. Niedawno był sequel "Pięciu koszmarnych nocy" a teraz Silent Hill. Kina chyba wyczuły, że mamy do czynienia z czymś co się nie sprzeda, bo niektóre dały zaledwie jeden seans dziennie. Muszę przyznać, że na moim akurat było dość sporo ludzi, nawet więcej niż na fenomenalnym "28 lat później: Świątynia kości". To są filmy z dwóch zupełnie różnych półek. Na Filmwebie ma ten projekt niską ocenę zarówno wśród krytyków jak i zwykłych widzów. Moim zdaniem nie jest aż tak koszmarnie zły jak się o nim piszę.
Oczywiście mamy fatalne CGI, chaos fabularny i kilka fatalnie nakręconych scen. Ogląda się to bez wielkiego entuzjazmu ale chociaż ostatecznie był to film z jakąś myślą i pomysłem a nie klepanie tych samych schematów. Lepszy scenarzysta i reżyser ulepiliby z tego scenariusza coś bardziej oglądalnego. Skupiamy się na gościu w drogiej furze. Z czasem dowiadujemy się, że jest malarzem. Prawie ulega wypadkowi na drodze i tam spotyka kobietę. Mają kilka scenek żenujących rozmówek a potem okazuję się, że zginęła a on będąc w depresji szuka jej w tym Silent Hill.
Dostał jakiś tajemniczy list zachęcający go do powrotu. W tym momencie chyba każdy z was czytających już wie o czym będzie to film i jaka jest jego myśl przewodnia. Co do zakończenia to twórcy chyba nie chcieli zamknąć tej historii tak pesymistycznie także wlali trochę nadziei do serc widzów. Może bym się tym przejął, gdybym był choć odrobinkę zaangażowany w tę historię. Nie jest to najgorszy horror ostatnich lat ale nie polecam iść do kina.
Ocena: 4/10





Komentarze
Prześlij komentarz