90 minut do wolności (Mercy)

 




  Idąc do kina nie miałem pojęcia na co idę. Wiedziałem jedynie, że w filmie występuję Chris Pratt oraz Rebecca Ferguson. Duet pod względem jakości karier na zupełnie innych biegunach. Zdziwiłem się czemu kobieta zdecydowała zagrać z kimś tak bardzo jednowymiarowym jak Pratt. Ten film w dużej mierze pokazuję kto tu jest aktorem\ką przez duże A. Ferguson wciela się tu w postać wysokiego sądu. Mówiąc najprościej jest sztuczną inteligencją, Widząc po raz kolejny ten wątek złapałem się za głowę. Nienawidzę tego trendu w hollywoodzkim kinie.




 Natomiast Pratt gra  policjanta, który stanął przed sądem (AI) oskarżony o zabójstwo żony. Gość sprawia wrażenie zdezorientowanego. Mówi, że nic nie pamięta. Zasłaniając się alkoholem. Jako, że AI ma dostęp do wszystkiego i wie wszystko ma wygenerowane dowody na niego. On ma 90 minut by udowodnić swoją niewinność. Robi to z pomocą sztucznej inteligencji. Przypomina się taki film jak "Searching" (2018). Tam mężczyzna za sprawą internetu rozwikłał zagadkę zaginięcia córki. Muszę przyznać, że przez pierwszą połowę byłem zaangażowany. Film trzymał się na nogach, niestety jak już miało dojść do puenty do dostaliśmy wysyp durnych sekwencji. Takich typowo hollywoodzkich. Monolog Chrisa Pratta jest lekarstwem na całe zło. On nawet sztuczną inteligencję przekonał do siebie. Ma nawet taki tekst, że kieruję nim ludzka intuicja. Natomiast AI kieruję się wyłącznie faktami. Rebecca Ferguson w tej roli bardzo mi się podobała.





 Jeżeli zaś chodzi o Pratta to jakoś mnie nie przekonał. On tu dostał ogromne pole by pokazać umiejętności aktorskie a moim zdaniem nie ogarnął. Ktoś bardziej utalentowany lepiej by te rolę poprowadził. Nie był tragiczny ale nie umieściłbym go po stronie plusów. Sam film jako blockbuster wciąga. Myślę, że ludzie oglądając będą zaangażowani ale nie spodziewajcie się po zakończeniu cudów. To mógł i powinien być lepszy film. Miał potencjał.





Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty