Zgiń kochanie ( Die My Love)
Oglądając ten film dostrzegałem sporo podobieństw do niedawnego "Domu dobrego". Tyle tylko, że jak dla mnie jest on mocniejszy. Nie ma tu również nic o alkoholu. Bardziej skupiamy się na wątku depresji poporodowej. Zwariowana i mocno wyluzowana para wprowadza się do domu zmarłego ojca Jacksona (Robert Pattinson). Bałagan, nieład i dom nad, którym trzeba by mocno popracować. Taki też staję się ich związek po zajściu w ciążę Grace (Jennifer Lawrence) .
Kobieta po urodzenia dziecka totalnie się odkleja od rzeczywistości. Robi awantury na stacji benzynowej, ma napady złości, samookaleczenia a nawet dopuszcza się zbrodni na psie. Oczywiście Jackson również nie jest bez winy, bo nie ma go całymi dniami w domu a Grace nie ma w zwyczaju być panią domu. Nie jest oddana czynnością domowym i śmiertelnie się nudzi. Dochodzi jeszcze wątek matki (Sissy Spacek). W ich relacji coś nie gra. Dziewczyna lepsze relację miała z bardziej wyciszonym ojcem.
Oglądając ten film miałem skojarzenia z "Mother" (2017). Tam Jennifer Lawrence zagrała bardzo podobną postać. Mimo szaleństwa głównej bohaterki to patrzenie na aktorskie wyczyny zdobywczyni Oscara było czymś niesamowicie przyjemnym. Zauważyłem, że ona lubi rolę , gdzie musi pokazać całą swoją gamę emocji a nie być jednowymiarową przez cały film. Za kamerą mamy Lynne Ramsay. Ona zrobiła kiedyś bardzo niepokojący film "Musimy porozmawiać o Kevinie" (2011). Miło wspominam tamten seans. Tutaj natomiast mam kilka zarzutów. Sam temat depresji i ciężkiej sytuacji w domu jest interesujący ale potem zmierzamy w jakieś dziwne kierunki.
Ponadto film jest za długi. Wygląda to trochę na projekt zrobiony pod Jennifer Lawrence i to by mogła dostać kolejną Oscarową nominację. Niewykluczone, że ją otrzyma. Moim zdaniem za te rolę zasługuję. Sam film zapewne w box office'ach nie zrobi furory ale myślę, że można się na "dobrze bawić". Ja uwielbiam Lawrence także była to dla mnie w pewnym sensie uczta.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz