To: Witajcie w Derry odc. 4 (HBO MAX)

 




   Odcinek trzeci wydawał się najlepszy. Czy czwarty mu dorównuję? Na pewno w tych dwóch odcinkach więcej się działo fabularnie. Dużo potworów się pojawiło i kilka kreatywnych pomysłów. Chociażby na koniec odcinka czwartego, ale kilka w tym epizodzie ocierało się o kicz i parodię. Zwłaszcza mam tu na myśli to co dzieję się z oczami bohaterki w dziewczęcej toalecie. Jakby ktoś się naoglądał filmów Tima Burtona i Roberta Rodrigueza. Ten odcinek przekonuję nas, że scenarzyści bardzo chcą konkurować ze "Stranger Things" Netflixowym. 




Ten odcinek ponownie dotyka tematu rasizmu. Nie mam już komentarza do tego. Mamy też wątek jakiegoś indiańskiego plemienia, które walczy na swoich ziemiach z jakimś potworem. Nie mówiąc już o tym, że CGI podobnie jak w dwóch pierwszych odcinkach jest koszmarnie krindżowe. Naprawdę zaczynam zakładać wariant, że cały ten projekt jest pastiszem dwóch filmów "To". Oni robią wiele by ktoś mógł tak pomyśleć. Cały czas ten serial trzyma widza w napięciu i stosuję pewną formę szantażu emocjonalnego. Chodzi o pojawienie się klauna Pennywise'a. Wszyscy czekamy na to i nie możemy się doczekać. W międzyczasie obserwujemy losy nudnych bohaterów. 





Ten odcinek już nie skaczę po setce wątków. W końcu podążamy za tymi dzieciakami. One jednak nadal nie potrafią wzbudzić we mnie zaangażowania. To jest na siłę "Stranger Thingsowe". Nie wiem jak psychofani ST się na to zapatrują ale na pewno oglądanie tego jest znakomitą zapowiedzią finałowego sezonu "Stranger Things". Ludzie widząc te nudne dzieciaki z ekscytacją będą oczekiwać 27 listopada. Ja już bym chciał klauna i końca tego serialu na zawsze.


Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty