Anioł stróż (Good Fortune)
Keanu Reeves w ciepłej i optymistycznej komedii. Brzmi kuriozalnie ale to fakt. Siłą tego filmu jest magiczne trio: Keanu Reeves, Seth Rogen i Aziz Ansari. Zresztą ten ostatni jest też reżyserem i scenarzystą. Mówiąc w skrócie jest to film o jakże cudownym przesłaniu, że nie głębokość kieszeni definiuję człowieka. Skupiamy się Arju (Aziz Ansari), który pracuję na kilka etatów. Śpi w samochodzie i ledwo ma co do garnka włożyć. Nagle spotyka bogacza Jeffa (Seth Rogen), który zatrudnia go na tydzień jako swojego służącego. Chłopak jednocześnie rozwija relację miłosną z koleżanką z pracy Eleną. Na randce nie ma czym zapłacić i korzysta z karty Jeffa. Ten go wyrzuca z roboty i chłop jest na totalnym dnie.
Z pomocą przychodzi mu anioł Gabriel (Keanu Reeves). On tez wśród aniołów nie ma wysokich notowań. Zajmuję się na co dzień ratowaniem ludzi piszących sms-y za kółkiem. Postanawia pomóc Arjowi odnaleźć sens życia. Dlatego zamienia go z Jeffem jeżeli chodzi o sytuację materialną. Od tego momentu film nabiera cudownego smaku. Początek był lekko usypiający i nieśmieszny. Bardzo dobrą robotę robi zwłaszcza duet Rogen-Reeves. Oni tak bardzo do siebie nie pasują. Keanu jest tu takim trochę Johnem Wickiem ze skrzydłami.
Komediowo film może jakoś nie powala, ale wydaję mi się, że trudno nie lubić drugiej części filmu. Tam już się robi ciekawie na każdym polu. Nawet na koniec otrzymujemy mądre i optymistyczne przesłanie. Zawsze walczyłem o taki typ rozrywki w kinach. Keanu Reeves jest dla mnie fenomenem. On naprawdę nie umie grać. Tutaj ponownie jest straszliwie drewniany ale ma te buźkę, która pozwala mu zdobywać dla siebie każdą scenę. Bardzo się cieszę, że podjął się takiego wyzwania jak udział w tym projekcie. Tutaj miał więcej do zagrania niż we wszystkich Johnach Wickach włącznie. Oceniam ten seans pozytywnie.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz