F1: The Movie
Szumne były zapowiedzi. Nad tym projektem wisieli twórcy bardzo dobrego "Top Gun: Maverick". Mamy na ekranie dawno nie widzianego Brada Pitta. Widać, że już nie ma parcia na bycie na piedestale. Czytałem, że aktor na potrzeby filmu nauczył się prowadzić bolid F1. Film cieszy się dużym zainteresowaniem fanów Formuły. Nie da się ukryć, że to oni w większości ruszą do kin. Myślę, że ich oczekiwania zostaną spełnione, ponieważ najlepsze momenty produkcji przypadają na sceny wyścigowe na torze. Znani kierowcy również znajdują tu swoje miejsce. Mamy ujęcia na Lewisa Hamiltona czy Maxa Verstappena. Oczywiście Ci najmocniej siedzący w temacie zapewne będą się niuansów czepiali ale nie to stanowi problem w filmie.
Lubię ten film ale fabuła jest jak na prawie trzy godzinny seans za mało rozbudowana nieangażująca. Co prawda kibicujemy temu Pittowi ale mamy świadomości, że z racji wieku jego los nie będzie usłany różami. Choć w zasadzie zakończenie robi z niego super postać. Na całe szczęście te ponad dwie godziny to nie jest laurka dla Brada. On gra tu zapomnianego kierowcę. Po latach świetności jeździ Vanem po Ameryce i szuka okazji do ścigania. Taki pasjonat, który nie wie jak dalej żyć. Wątek życia po życiu. Mało tu było o tym, a to znakomity materiał do rozbudowy. W każdy razie nasz staruszek dostaję od przyjaciela propozycję dołączenia na dziewięć wyścigów do zespołu F1. Oczywiście zgadza się i musi zmagać z kilkoma złośliwcami.
Ma jako partnera młodego utalentowanego chłopaka. On jest nieokrzesany i arogancki. Dochodzi między nimi do konfliktów. Mamy również zalążek relacji miłosnej. Wiele tu jest otwartych wątków. Mam jednak wrażenie, że twórcy zdali sobie sprawę ze swoich atutów i mocno w to poszli. Dlatego mamy ogrom wyścigów i ciekawych sytuacji na torze. Myślę, ze po obejrzeniu tego filmu można się zakochać w Formule 1. Moim zdaniem ludziom się spodoba. Jedynie wieczni malkontenci i psychofani Formuły będą się czepiać.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz