Hurry Up Tomorrow

 




 Widząc obsadę do tego filmu niedowierzałem. Mamy Jennę Ortegę, Barry Keoghana czy piosenkarza The Weeknd. Ten ostatni aktorsko nie kojarzy mi się najlepiej. Pamiętam go z tego nieszczęsnego serialu "Idol". Nie sądziłem wtedy, że obejrzę z jego udziałem jeszcze gorszy projekt. To co otrzymaliśmy to totalny ściek. Czytałem, że to jakiś rodzaj kontynuacji jednego z jego albumów muzycznych. Pytanie tylko po co ma to trafiać do kin? Tak naprawdę Barry Keoghan gra tu w zupełnie innym filmie. Wciela się w rolę pomocnika (kumpla) gwiazdy muzycznej. Chłop świruję i jest w tym znakomity. Gdyby zrobić całą historię z jego perspektywy to naprawdę mógł to być kawał dobrego kina. Dysproporcja w umiejętnościach aktorskich między tą dwójką jest nieprawdopodobna. 





Czarnoskóry muzyk gra jak totalne drewno. No chyba, że nie udaję, tylko jest sobą? Nieco mniejsza różnica dostrzegalna jest, gdy przebywa z Jenną Ortegą. Ona bardzo podobała mi się w drugim sezonie "You". Tam była pyskata i taka do przodu. Mam wrażenie, że ona w rolach takich charakternych meksykanek naprawdę czuję się wybornie. Niestety za każdym razem, gdy ma grać scenę dramatyczną, wymagającą jakiejś wrażliwości to tu wychodzi sztucznie. Nie inaczej jest w tym filmie. Przy naszym gwiazdorze oczywiście nie wypada źle, ale poprzeczka za wysoko powieszona nie jest. To nie jest film. To bardziej długi teledysk z piosenkami gwiazdora POP czy Rn'B. 





Mało pada tu słów. Najwięcej mówi Barry Keoghan. Tak naprawdę każdy tu robi to w czym czuję się najlepiej. Nie ma żadnego napięcia. Zaangażowania w historię. Powiem więcej. Jak na film z takimi gwiazdami przypomina to projekt amatorski. Naprawdę musieli solidnie posmarować Jennie Ortedze, że zagrała w takiej szmirze. To jest "film" tylko dla fanów The Weeknda. Moja ocena nie jest najniższa, bo podobała mi się robota jaką wykonał tu wspomniany powyżej Barry Keoghan.





Ocena: 3/10

Komentarze

Popularne posty