Piep*zyć Mickiewicza 2




 Pamiętam pierwszą cześć i generalnie sequel niewiele różni się od jedynki. Widać, że odpowiada za niego ta sama osoba czyli Sara Bustamante-Drozdek. Przyzwoite wątki przeplatają się z totalnie odklejonymi sekwencjami. Przez pierwsze pół godziny zastanawiałem się czy doczekam się w filmie dobrej sceny. Każdy była źle nakręcona i zagrana. Nie mówiąc już o ich wartości intelektualnej. Jedynka została oceniona fatalnie, ale ja nie uważałem jej za jakiś wielki paździerz. Bardziej taki przeciętniak, który idealnie odnalazłby się na Netflixie i był skrojony pod takiego widza. Mieliśmy nauczyciela (Dawid Ogrodnik), który pojawił się w szkole by scalić i zjednoczyć grupę zagubionych uczniów. Oczywiście to stary wątek widziany już w lepszych odmianach ale tamta historia miała chociaż ręce i nogi. W sequelu mamy totalny chaos i więcej czasu dostają dzieci, a mniej Dawid Ogrodnik. Moim zdaniem to ogromna strata dla filmu. Większość z nich prezentuję aktorstwo na poziomie "M jak miłość". 







Pojawia się w szkole nowa postać. Chłopiec ze spektrum autyzmu. Od samego początku widać to po nim ale nasi nauczyciele dopiero po jakimś czasie informują o tym dyrektora. Nawiasem mówiąc ten chłopak w tej roli wypadł naprawdę przekonująco. Jestem ciekaw czy on w rzeczywistości nie ma autyzmu. Oczywiście w szkole jest gnębiony przez tych "wandali" wyśmiewających go. Odnajduję swoich obrońców w osobie naszych bohaterów z jedynki. Z ich relacji nawet się urodziło kilka niezły momentów. Jakby się skupiono tylko na nich to film byłby oglądalny a tak pozostaje totalnym niewypałem. Chaos fabularny nie do ogarnięcia. Pojawiają się wątki, po czym znikają i przez to tempo filmu spada i jedynie pozostaję mi zmarszczyć czoło. 





Co ciekawe w roli matki tego upośledzonego chłopca mamy znaną z "Lady Love" Annę Szymańczyk. Tutaj miała co pograć i jej wątek był najlepszy. Na tym jednak pochwały się kończą. Fatalna ścieżka dźwiękowa. Piosenki dla 10 latków. Twórczyni musi mieć wielką słabość do kultury amerykańskiej, bo ci uczniowie tu są żywcem wzięci ze szkół amerykańskich. W rękach non stop mają piłkę do koszykówki i jak toczą rozmowy to zazwyczaj przy tablicy do koszykówki. Nie chodzę do szkoły ale wydaję mi się, że uczniowie w naszym kraju raczej nie uprawiają tego sportu tak hurtowo. Chcieli wyjść na fajnych i cool a wyszli na żałosnych. Nie polecam wizyty w kinie.




Ocena: 3/10

Komentarze

Popularne posty