Egzorcyzm




 Russell Crowe ponownie w horrorze o opętaniu. Tym razem gra zapijaczonego aktora po przejściach, który powraca do aktorstwa. Okazuję się, że filmowy demon naprawdę istnieję i opętuję głównego bohatera. To najnudniejszy horror jaki w życiu widziałem. Trwa ledwie półtorej godziny a cierpiałem jakbym tam siedział trzy godziny. Russell Crowe się stara ale tu naprawdę nic nie gra. Nie ma napięcia, grozy, zainteresowania losem bohatera. 




Do tego dochodzi wątek lesbijski, który powstał chyba tylko dla jednej z ostatnich scen filmu, w której mamy wszystkich najważniejszych bohaterów. Mamy tutaj tyle absurdów, że głowa mała. Często wątki rozgrywają się za sprawą jednej sceny i nie mają żadnej kontynuacji ani uzasadnienia. Nie wiadomo kiedy dochodzi do owego opętania naszego głównego bohatera. Do tego scena, w której otyły Russell Crowe wygina się jakby był jakąś baletnicą. Nie dowierzałem. 




Gdyby to co widzimy na ekranie było świadomie głupie a tym samym zajmujące to ok, taka konwencja. Tutaj jednak nie ma zupełnie nic. Nuda Nuda Nuda. Wydawało mi się, że horroru o opętaniu nie da się tak zarżnąć. Zastanawiam się co w tym filmie robi Russell Crowe? Lata świetności ma za sobą, ale nawet w tym średnio udanym "Egzorcyźmie papieża" wypadł udanie, natomiast ten film to jedno z moich najgorszych przeżyć kinowych w życiu. Nie polecam nikomu tego gówna tykać.





Ocena: 2/10

Komentarze

Popularne posty