Bob Marley: One Love

 



Nie jestem fanem Boba Marley'a a po biograficznych filmach oczekuję bym po obejrzeniu ich miał ochotę wrócić do domu i puścić sobie jego twórczość. Po tym seansie mam raczej ochotę pójść spać. Obserwujemy tu losy muzyka reggae Boba Marley'a. Dostajemy jedynie suche fakty i zero interakcji między postaciami, dużo jest muzyki i ona ratuję ten film.



 Generalnie pierwsza godzina to taka nuda, że miałem pięć razy ochotę wyjść z kina. Dobrze, że tego nie zrobiłem, bo końcowa faza była już znacznie ciekawsza i jak całość byłaby taka, to dałbym wysoką ocenę. Wreszcie dostaliśmy trochę emocji i ciekawych konwersacji. To film momentów. Kilka było naprawdę zacnych. Mi się najbardziej podobał brutalnie szczery monolog żony Marley'a. Nagle przypomniałem sobie o jej istnieniu. Ona opowiedziała nam całe życie muzyka, bo na ekranie nie dostaliśmy tych informacji wprost. Niestety twórcy tego filmu nie umieją w reżyserię. 




Ta produkcja trochę przeszła bez echa, może dlatego, że w naszym kraju nie ma kultu Marley'a. Dla młodych jest jakimś dziwnym gościem prawiącym o muzyce i miłości do niej. Dało się to zrobić lepiej i nikt nie odda mi tych dwóch godzin z życia.


Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty