Nie patrz w górę
Patrząc na obsadę najnowszego filmu Adama McKaya trudno było przypuszczać, że może pójść coś się nie tak. Twórca ten znany z "Big Short"(2015) czy "Vice"(2018) w swoich filmach lubuję się tematami polityczno-ekonomicznymi. Lubi zawile i błyskotliwie opowiadać o problemach społecznych. Dziś w swoim najnowszym filmie postanowił zakpić z władzy i multimedialnego społeczeństwa.
Myślę, że wielu osobom spodoba się "Nie patrz w górę" ponieważ w odróżnieniu do poprzednich filmów twórca prowadzi nas za rękę i kartkuję kartka po kartce. Nie ma większej głębi. Choć nazwaniem go filmem popcornowym byłoby nadużyciem, bo jednak aktorsko zarówno pierwszy jak i drugi plan jest rewelacyjny. Leonardo Di Caprio jako nawiedzony i aspołeczny naukowiec wypada niezwykle wiarygodnie a Jennifer Lawrence to wiadomo. Jak jej postać ma mieć choć trochę ekspresji i buntownictwa to ona odnajduję się w tym jak ryba w wodzie. Bardzo podoba mi się rola Cate Blanschett jako bezkompromisowej i pozbawionej skrupułów karierowiczki. Mógłbym tak wymieniać bez końca, bo jest tu wiele gwiazd kina. Nawet znajdziecie tu Kapitana Amerykę.
Fabuła skupia się na dwójce prowincjonalnych naukowców, którzy odkrywają, że tajemnicza kometa zmierza w kierunku Ziemi i w ciągu pół roku ma zniszczyć cały świat. Brzmiało ciekawie i sam byłem ciekaw co będzie dalej. Oczywiście na pozór brzmi to jak spiskowa teoria dziejów, więc nikt naszym bohaterom nie wierzy. Trafiają do prezydent USA ale ona podobnie jak reszta bagatelizuję temat.
Bardzo mi się nie podoba w jakim kierunku zaczęła zmierzać fabuła, bo po jakimś czasie odpłynąłem myślami, bo może i Di Caprio zachwyca ale fabularnie film leży a szczytem głupoty jest zakończenie. Myślę, że twórcy trochę odpłynęli w swojej wizji. Jak można mając Meryl Streep w obsadzie tak zmarnować potencjał? Spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. Film jest dostępny na Netflixie, więc nic nie stracicie jak go obejrzycie. Może Wam przypadnie do gustu?
Ocena: 6/10


Komentarze
Prześlij komentarz